piątek, 13 stycznia 2017

Amy Harmon - Making Faces

"- Dlaczego straszne rzeczy przytrafiają się tak dobrym ludziom? - spytał Ambrose.
- Bo straszne rzeczy przytrafiają się wszystkim, Brosey. Tylko tak bardzo jesteśmy skupieni na sobie, że nie widzimy gówna, z którym zmagają się wszyscy inni".





Nie istnieją wystarczająco dobre słowa aby określić wyjątkowość tej książki.
Tutaj nie chodzi o seks, nie jest to typowy, schematyczny romans. Tu chodzi o uczucia, emocje, a "Making faces" to zdecydowanie największy, emocjonalny rollercoaster. 
Harmon podnosi literaturę na zupełnie nowy poziom, gdzie jeszcze nikogo tam przed nią nie było. Po prostu to wszystko co teraz wymyśliła, jak to napisała i to wszystko co nam przekazała jest perfekcyjne. Amy postawiła teraz na bardzo poważny temat. Wojna, inwalidztwo, skutki wyjazdu na tę wojnę - to daje bardzo wiele do myślenia.

Ambrose jest najlepszym zapaśnikiem, który ma przed sobą wielką karierę. Niestety po zakończeniu liceum odrzuca wszystkie propozycje, namawia przyjaciół na wstąpienie do wojska i razem wyruszają na misję do Iraku. Tam się wszystko komplikuje, bo Ambrose stamtąd wraca sam. Jest jedynym ocalałym z całej piątki. Ale to że przeżył, nie oznacza, że wyszedł z tego cało. Jego połowa twarzy jest zdeformowana, jest niewidomy na jedno oko, stracił ucho oraz wojna i śmierć przyjaciół odcisnęła na nim piętno.
Chłopak wstydzi się pokazać ludziom, ukrywa się, wie że z jego nową twarzą każdy weźmie go za potwora. Jednymi z osób, które nadal widzą w nim starego Amborse'a jest Fern oraz Bailey.
Dziewczyna jest w nim zakochana od zawsze i to ona jest jego oazą.

"Czasami piękno albo jego brak utrudnia nam prawdziwe poznanie drugiego człowieka".

Fern jest bardzo skromną i spokojną osobą. Na szczęście nie jest to irytująca bohaterka. Bardzo ją polubiłam. Skrywa w sobie wewnętrzne piękno, a to zewnętrzne pozostawia wiele do życzenia. Podobało mi się to, że Autorka stworzyła taką zwykłą dziewczynę, jaką może być każda z nas.
Fern jest bardzo zżyta ze swoim przyjacielem, a zarazem kuzynem - Bailey'em. Jest to chłopak, który cierpi na chorobę, która uniemożliwia mu poruszanie się więc wymaga opieki, a Fern bardzo chętnie się nim zajmuje. To wszystko obudziło w niej potrzebę opiekuńczości oraz mnóstwo czułości.

"Niełatwo jest znaleźć dobrego przyjaciela. Przyjaciele troszczą się o siebie nawzajem, a czasami nawet umierają jeden za drugiego".

Tak jak już wspomniałam wcześniej, Bailey jest niepełnosprawny. Od dziecka wie, że umiera i że choroba w końcu go pokona. Jednak nie załamuje się. Choroba sprawiła, że potrafi korzystać ze swojego wewnętrznego piękna i dlatego jest takim promykiem, który cieszy wszystkich dookoła. 

Pewnie zauważyliście, że opisując postacie, kilka razy użyłam słów "wewnętrzne piękno". Właśnie między innymi o to chodzi w tej książce aby każdy wiedział, że nie tylko wygląd jest najważniejszy. Idealnie oddaje to pewien cytat:

"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia".

Postacie są pozytywne i bardzo realne. Nie mamy takiego wrażenia, że to jest tylko książka, bo to się wszystko może zdarzyć. Takie sytuacje występują w życiu i wiele osób się z tym zmaga.
Przeczytałam już trochę książek, które były wzruszające i które miały zamiar doprowadzić czytelnika do płaczu, ale pierwszy raz spotykam się z tak silnym związaniem z historią oraz z bohaterami. Nawet jeśli ta książka nie jest taka, aby siadać przy niej z paczką chusteczek to ja i tak wiele razy się wzruszyłam. Najczęściej to w momentach gdy jakiś cytat dogłębnie do mnie trafił. albo nawet gdy nic takiego się nie działo. Jedno słowo może to wyjaśnić - życie. Życie czasem potrafi doprowadzić do łez.
Mnie właśnie doprowadziło do takiego stanu życie bohaterów. Nie chodzi o to, że było złe. Czasem było złe, ale było i dobre. I to właśnie o to chodzi - ta książka jest taka prawdziwa, że miałam wrażenie iż czytam książkę na faktach naturalnych.

"- Są takie chwile Bailey, kiedy myślisz, że już więcej nie zniesiesz. Ale potem odkrywasz, że jednak dajesz radę. Zawsze dajesz radę. Jesteś twardy. Bierzesz głęboki oddech, zaciskasz mocniej zęby, pokonujesz kolejne przeszkody, aż w końcu wiatr znów zaczyna Ci wiać w żagle - powiedziała.
- Ale są takie chwile, kiedy po prostu musisz się pogodzić z tym gównem, rozumiesz?
- Tak. I nie w ma tym nic złego.
- Po prostu musisz się z tym pogodzić. Stawić czoła tej gównianej sytuacji. - głos Baileya wzmocnił się i wyostrzył. - Zaakceptować prawdę. Wziąć to gówno na klatę, wytarzać się w nim i stać się z nim jednością".

Jestem wdzięczna Amy Harmon i Wydawnictwu Editiored, że dali mi możliwość przeczytania tej niezwykłej, wyjątkowej historii. Zatrzymam ją w swoim sercu i nie wypuszczę. A Was zachęcam do sięgnięcia po tę mądrą powieść, inną niż wszystkie. Inaczej nie potrafię Was zachęcić.
Podam jeszcze kilka pięknych cytatów, które mogą Wam pomóc podjąć decyzję.


"Czasami posiadanie wyjątkowego przyjaciela jest trudne. Czasami będziesz cierpieć razem z nim. Życie nie zawsze jest łatwe, a ludzie potrafią być okrutni".

"Może jest jakiś większy sens, jakiś większy obraz, którego my jesteśmy tylko małym elementem. Wiesz, jak w tym puzzlach z tysiąca elementów. Patrząc na jeden element, nie jesteś w stanie stwierdzić, jak będzie wyglądać cała układanka. A tutaj niestety nie ma obrazka na pudełku, który pomógłby nam spojrzeć na wszystko jak na całość".

"Może każdy człowiek to jeden element układanki. Wszyscy pasujemy do siebie i tworzymy coś wspaniałego, co nazywamy życiem. Nikt z nas nie wie jaką rolę odgrywa ani jak to się wszystko skończy. Może cuda, które widzimy, to tylko wierzchołek góry lodowej. A może po prostu nie potrafimy sobie uświadomić, ile dobrego mogą nam przynieść różne okropne wydarzenia".

"Powiedział im o tym, co ostatnio usłyszał od Baileya. O tym, że powinien odzyskać swoje życie. nie był pewien co to oznacza. Czasami nie można odzyskać życia. Czasami jest ono totalnie zakończone i pogrzebane, i jedyne, co można zrobić, to zacząć nowe".

"Nie ma smutku jeśli wcześniej nie było radości".

"Nie możemy dostać odpowiedzi na wszystkie pytania. Niektóre z nich zostają zawieszone w powietrzu. Ale myślę, że gdy pod koniec życia spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie sytuacje, w których błagaliśmy Boga, żeby coś od nas odsunął, gdy Go przeklinaliśmy, odwracaliśmy się od Niego plecami i wypieraliśmy się własnej wiary, to uświadomimy sobie, że to własnie te nerwy były naszym największym błogosławieństwem i najwspanialszą okazją do dalszego rozwoju".

"Od czasu Iraku trudno jest mi wierzyć, że po śmierci jest jeszcze coś. Albo nawet, że to obecne życie ma jakikolwiek sens. Rodzimy się, cierpimy, patrzymy jak nasi najbliżsi cierpią i umieramy. To wszystko wydawało mi się takie bezsensowne. Takie okrutne. I ostateczne. Ale po dzisiejszej nocy nie mogę już tak powiedzieć. Jest dużo rzeczy, których nie rozumiem, ale brak zrozumienia jest lepszy niż brak wiary".

"W zeszłym roku czułem się jak jeden z tych płatków śniegu, które kiedyś robiliśmy w szkole. Wiesz, taki płatek, który wycinasz z pozginanego kawałka papieru i tniesz go tak długo, aż prawie cały papier odpadnie. Tak własnie wyglądam. Jak papierowy płatek śniegu. Każda dziura w w tym płatku ma swoje imię. I nikt, ani ja, ani ty, nie wypełni tych dziur, które pozostawili po sobie inni ludzie. Jedyne, co możemy zrobić, to ratować siebie nawzajem przed wpadnięciem w te dziury, bo stamtąd nie ma już drogi powrotnej".

"Prawdziwe piękno, takie, które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. To krople, które jedna po drugiej budują stalaktyt; to trzęsienia ziemi, które tworzą łańcuchy górskie; to fale uderzające nieustannie o brzeg, które łamią skały i wygładzają twarde krawędzie. A z tej gwałtowności, wrzawy, wściekłego wycia wiatru i szumu wody rodzi się coś lepszego, coś, co w innych okolicznościach nie mogłoby zaistnieć. Dlatego trwamy. Mamy nadzieję, że istnieje jakiś cel. Wierzymy, że są rzeczy, których nie możemy zobaczyć. Czerpiemy naukę z każdej straty i wierzymy w potęgę miłości oraz w to, że każdy w nas ma w sobie potencjał do osiągnięcia piękna tak doskonałego, że nasze ciała nie będą w stanie go pomieścić".

2 komentarze:

  1. Czekam na nią (mam nadzieję, że jednak dotrze) i jestem jej baaardzo ciekawa <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi dotrzeć! A ja wiem, że Ci się spodoba :D

      Usuń

Copyright © 2016 Mój czytelniczy świat , Blogger